Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 lutego 2016

Cztery elementy

Z ognia w płomień, trawiący duszę niespokojną namiętnie.
Z wody w kroplę, zanurzającą w odmętach cienia dogłębnie.
Z powietrza w oddech, jedyny odgłos, co ciszę przerywa – agonia.
Z ziemi w proch, by walkę człowieka zakończyć, a w niej skona.

Czasu odmierza zegar niezmiennie i stale, bezlitosne spojrzenia
w stronę upadłych śle, a jęki w szale zamienia w skowyt milczenia
Czyż człowiek to nie Boskie stworzenie,
Zmienione w nikłe i wątłe Jego westchnienie?

Ogień go przyjmie, ogień ogrzeje serce strapione.
Ogień rozpali zagasłe żądze niezmierzone.
Żar, płomień, rozkosz szaleństwa i erotyki
To ogień nieokiełznany, ogień człowieczy – namiętny i dziki.

Woda ukojeniem dla żaru obawy i niebezpieczeństwa.
Woda spokojnie obmywa, nie wywoła w żyłach szaleństwa.
Woda cicha i delikatna dla duszy, pociągnięciem struny
I melodii szumem wsącza się w uszy i leczy jak runy

W powietrzu oddech, w powietrzu siła, co życie dała.
Powietrze pierwszym i powietrze ostatnim słowem ciała,
A człowiek powietrzem karmiony, cudu powiewu nieświadomy.
Lecz gdy doświadczy orzeźwienia, dla świata pozostanie nieznajomy.

Lecz wszystek ciało i dusza, i ego, i tak do ziemi ucieka
A ziemia na swej matczynej twarzy uśmiech przyobleka
Bo jak dziecię stęsknione do piersi znajomej lgniemy
Gdy zegar wyda ostatnie tchnienie, pod wpływem czasu ulegniemy.

Ostatni dzwon na wezwanie bije, człowiek ostatkiem sił dołu dopada.

I nic, ogień, woda czy powietrze nie pomoże, gdy kości w ziemię składa.

Przybłęda

Chciałabym popływać.
W świetle słońca.
W świetle księżyca.
W świetle ciebie.
Chciałabym polizać,
ugryźć,
zasmakować twego ciepła.
Wygiąć się w łuk
 i zamienić w kota.
Rudego dachowca.
Przybłędę.
Z niebieskimi oczami.
Chciałabym kłaść się
na twoich kolanach,
szukając pieszczot.
Chodzić pomiędzy nogami
 i nie opuszczać na krok.
Nie poszłabym swoją ścieżką,
zbyt mnie udomowiłeś.
Jedynie od czasu do czasu
machnęłabym ogonem
 i walnęła cię łapą.
Ale byłabym grzeczna.
Przyszłabym na każde zawołanie.
Bo już nie byłabym przybłędą.
Zostałabym jedynie
rudym kotem.

Motyl

Pamiętam te niezliczone razy
Kiedy pozostał tylko piekący dotyk
W nieczułych opuszkach
Ciche westchnienie
W zimnych wargach
I wspomnienie natrętne jak mucha
W sercu, które bić więcej nie chciało.

Pamiętam wściekłe pragnienie nieistnienia
Ogarniający bezruch ciało
Jak zmarznięty motyl
Morską pianę płynącą po twarzy
Wytartą szybkim ruchem rękawa
By nikt nie zauważył
Że motyl stracił swe barwy.

niedziela, 7 lutego 2016

Je vole


A co jeśli kiedyś odlecę?
Kiedy odejdę bez słowa
Bez spojrzenia posłanego w tył
Oczekując, że złapiesz mnie za rękę
Że okręcisz i zamkniesz w ramionach
Więcej nie dotknę ziemi

A co jeśli kiedyś odlecę?
Wciąż pragnę wierzyć
Że to moje miejsce na świecie
Choć duszę się i kaszlę
Od dymu spalonych nadziei
Od alkoholu krążącego w żyłach

A co jeśli kiedyś odlecę?
Rozłożę swoje połamane skrzydła
I skoczę do Atlantyku
Bo będę wierzyć, że polecę
Nad Atlantykiem skąpanym w słońcu
By odnaleźć swoje serce

A co jeśli kiedyś odlecę?
Kiedy alkohol przestanie palić
A dym przestanie dusić
Wrócę do miejsca mego serca
I schowam się w twoich ramionach
Bo marny ze mnie anioł

A co jeśli już nie odlecę?
Czy zostaniesz ze mną
I naprawisz moje skrzydła?
Żebym mogła dalej marzyć
Że kiedyś odlecę daleko
Z twoim pocałunkiem na ustach

Już więcej od ciebie nie odlecę
Będę twoim marnym aniołem
Oddam moje skrzydła tobie
Byś poczuł to co ja czuję do ciebie
Bez dymu i bez alkoholu
Zostanę dla ciebie